Alphanovel

Romances

Book cover
Atualizado

Przyjaciel omega

  • 👁 21.9K
  • 8.0
  • 💬 0

Sinopse

W wieku osiemnastu lat Gabriella Chambers nie ma ani wilka, ani przeznaczonego, dlaczego więc Akademia Zmiennokształtnych żąda jej przybycia? Kiedy Gabbie dociera na miejsce, zostaje zdegradowana do rangi omegi — najniższego szczebla w watahach. Jedyną rzeczą, na którą czeka, jest ponowne spotkanie ze swoim najlepszym przyjacielem, Alexem. Ale sprawy się zmieniły: Alex jest budzącym strach i szacunek następcą Alfy, silnym i pociągającym, choć Gabbie wciąż pozostaje jego najlepszą przyjaciółką. I to mimo że Alfa i Omega nigdy nie powinni się mieszać. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Alfa Kade, rywal Alexa w sezonie walk, przecina drogi z zadziorną Gabbie. W watasze Kade’a omegi to śmiecie, ale co się stanie, gdy zwykłe spotkania zmienią się w coś więcej? Jakby tego było mało, Gabbie staje się celem dla trzech samic alfa, w tym dla przeznaczonej Alexa oraz wybranki Kade’a. Podczas jej pobytu w akademii rozkwita tajemnica związana z jej przeszłością i rodziną. Czy Gabbie przetrwa dość długo, aby obudzić swojego wilka i odnaleźć przeznaczonego?

Rozdział 1: Rozdział 1 – Początek

– Kochanie, dostaliśmy list – powiedziała mama, ściskając czerwoną kopertę w dłoni, jakby od tego zależało jej życie.

Odstawiłam miskę z owsianką.

– Od kogo?

– Ze szkoły, proszą, żebyś się tam zgłosiła.

– Jaka szkoła tak robi? Nie pamiętam, żebym pisała do jakiejkolwiek szkoły, a do terminu składania podań na studia pozostało jeszcze kilka miesięcy.

– Tak… wiem.

„Coś tu nie gra, mamo. Wyrzuć to”.

„Nie mogę.” Jej głos się załamał. „To już ich czwarty list. Musimy… to rozważyć.”

„Rany, kim oni w ogóle są?”

„Akademia McGregora… to szkoła dla zmiennokształtnych”.

Moje oczy przeniosły się z czerwonego obrusu na okno kuchenne, z którego rozciągał się doskonały widok na dąb w moim ogrodzie. Szkoła dla zmiennokształtnych? Straciłam czucie w palcach, a policzki mi się rozgrzały. Nie powinni mnie szukać.

– Kochanie, myślę, że powinnaś… – zaczęła moja mama, Anya.

Co ona sobie wyobrażała? Nie mogłam tam pójść.

– Mamo, nie potrafię się przemieniać. – Miałam osiemnaście lat i wciąż nie obudziła się we mnie wilczyca. Byłam już wtedy prawie pewna, że ona się nie pojawi.

– Po prostu jeszcze tego nie zrobiłaś – powiedziała mama, wciąż ściskając list.

– Nie jestem wilkiem. Skończyłam z pobożnymi życzeniami. – Chwyciłam miskę, podeszłam do zlewu i odkręciłam wodę. – Nie jestem taka jak wszyscy. – Widziałam całe podwórko i część większego ogrodu sąsiada.

Mieszkałam w EastWood, społeczności zmiennokształtnych. Mama nie była zmiennokształtną, a odkąd tata zniknął, życie w społeczności wilków ją denerwowało.

– Szkoła prosi, żebyś pojawiła się tam jutro, Gabbie. Pytają o ciebie od tygodni. Myślałam, że przestaną, jeśli nie będę odpowiadać.

– Ale ja nie mam wilka, co oni zamierzają zrobić? Nie wiedziałam, że po prostu je rozdają.

Mama westchnęła: – Będą musieli zaangażować radę Alfów. Wszyscy zmiennokształtni muszą uczęszczać do akademii.

– Czy to dlatego, że miesiąc temu miałam urodziny?

„Z tego, co wiem, większość zmiennokształtnych przechodzi przemianę przed osiemnastką. Pewnie myślą, że już się przemieniłaś”.

Oparłam się o stół. Wiedziałam o tej tajemniczej Akademii dla zmiennokształtnych. Nie potrafiłam zliczyć, ilu moich znajomych opuściło miasto, by tam studiować. Szczerze mówiąc, myślałam, że tylko nieliczni mają szansę się tam dostać. Kiedy miałam piętnaście lat, mój najlepszy przyjaciel Alex wyjechał z miasta, by podjąć naukę. Cóż… on nie jest zwykłym wilkiem. Jest synem Alfy. Od tamtej pory nie widziałam go ani nie słyszałam o nim nic.

Oczywiście wiedziałabym, gdyby zginął. Byłby to czarny dzień dla stada. Czy jeszcze go zobaczę?

– Czy muszę już tak szybko wychodzić? – zapytałam.

Mama usiadła na pustym krześle po mojej prawej stronie. Nie chciałam zostawiać jej tu samej. Nie żeby to była niebezpieczna wataha. Alfa był kiedyś przyjacielem mojego taty, więc chciałabym wierzyć, że jesteśmy pod ochroną. Nie chcę, żeby czuła się samotna. Mój tata nie wróci, a ona zbyt się boi, by znów się na kogoś otworzyć.

– Tak, kochanie, autobus zawiezie cię prosto do szkoły.

– Jak długo tam będę?

Odgarnęła mi kosmyk włosów za ucho. – Jeszcze tam nawet nie dotarłaś, a już myślisz o wyjeździe.

„Bycie nową uczennicą jest trudne, mamo. Nie wspominając już o tym, że jestem jedyną, która nie ma wilka”.

– Pomogą ci – zapewniła.

Zacisnęłam usta. Tutejsze dzieciaki były wystarczająco okropne. Wszyscy oczekiwali, że się przemienię, ale tego nie zrobiłam. Zawsze zastanawiam się, czy coś jest ze mną nie tak. Nie czuję nawet tej więzi, o której mówią inne wilczyce w stosunku do swoich wilków. Moja była po prostu cicha albo pusta. Martwa.

– Poznasz mnóstwo przyjaciół. Myślę, że jesteś całkiem fajną dziewczyną.

Zaśmiałam się cicho. – Dzięki, mamo. Myślisz, że jeszcze zobaczę Alexa?

Poczułam, jak lekko rumienię się na policzkach. Mogłam sobie wyobrazić, że na zewnątrz był zupełnie inny, ale miałam nadzieję, że w środku pozostał taki sam.

Twarz mamy rozjaśniła się: – Tak, Alex. To był taki uroczy chłopak. Widzisz, już masz przyjaciela.

Wstała i poszła do salonu. Poszłam za nią – chyba nie zamierzała się rozpłakać, prawda? Z trudem otwierała szufladę w stoliku, w której stała ogromna, brzydka lampa, którą dostała od mojej babci. Udało jej się ją otworzyć i grzebała w środku, aż wyciągnęła łańcuszek.

– Co to jest? – zapytałem.

Wyciągnęła w moją stronę lśniący srebrny łańcuszek. – Należał do twojego taty. Myślę, że powinieneś go wziąć. Chyba zostawił go dla ciebie. Nigdy tego nie zdejmował.

Na łańcuszku wisiał wisiorek w kształcie skrzyżowanej strzały i siekiery. Pozwoliłam, by zimny metal opadł mi na dłoń. Przypomniałam sobie, jak zwisał mu na piersi, kiedy byłam mała.

– Powinnaś się przygotować, Gabbie – powiedziała cicho mama.

– Po prostu… to takie szybko. Nie chcę cię opuszczać…

– Och… Gabbie – objęła mnie ramionami, a ja przytuliłam się do niej. – Dam sobie radę.

***

Przed sobą miałam jedną walizkę i plecak. Autobus, który miał mnie zawieźć do nowego domu na nie wiadomo jak długo, był pusty, a kierowca patrzył na mnie, jakbym kopnęła jego psa.

– Wszystko będzie dobrze, Gabbie – uśmiechnęła się mama, ale uśmiech ten nie dotarł aż do jej oczu.

Skinęłam głową. Nie mogłam uwierzyć, że jadę do domu. Dopiero teraz dotarło do mnie, że już nie będę budzić się we własnym domu. Przynajmniej przez jakiś czas. Miałam nadzieję, że się mylą. Że dowiedzą się, że nie mam wilka, i odeślą mnie do domu. Nadal będą się ze mnie nabijać, ale przynajmniej będę w znanym mi miejscu.

Mama objęła mnie ramionami: – Wszystko będzie dobrze. Musisz już iść, kochanie.

– Wiem. Postaram się dzwonić codziennie.

– To byłoby wspaniale.

Podróż autobusem wydawała mi się trwać pięć godzin. Zasnęłam ze słuchawkami na uszach, słuchając muzyki. Obudziło mnie kołysanie autobusu. Zapaliły się światła i musiałam mrugać, by przyzwyczaić oczy do jasności.

– Ostatni przystanek, młoda damo – wychrypiał kierowca autobusu.

Przerzuciłam torbę przez ramię i chwiejnym krokiem wysiadłam z autobusu. No cóż, oto mój dom. Średniowieczny zamek, który wyglądał, jakby opętały go demony. A nawet lepiej – ludzie zamienili się w wściekłe bestie. Światła z autobusu oświetlały wejście.

Przed drzwiami stała kobieta w długiej sukni i kapeluszu z rondem. Położyłam dłoń na piersi. Myślałam, że to duch.

– Witaj, panno Chambers.

– Dziękuję?

Kim ona była, dozorczynią? Odwróciła się i skinęła, abym weszła.

– Jutro oficjalnie zaczyna się rok szkolny. Nowi uczniowie spędzają noc w Helene Hall, dopóki nie zostaną przydzieleni do odpowiednich akademików. Niestety, jest pani jedyną nową uczennicą.

„Dlaczego?”

„Cóż… niektórzy przyjeżdżają pierwszego dnia. W niektórych latach nie mamy w ogóle nowych uczniów”.

Zatrzymałem się, coś mi tu nie pasowało.

– Przepraszam, proszę pani…

„Dyrektorka Atena”. Wyprostowała się.

„Pani dyrektor… Nie sądzę, żebym powinna tu być. Nigdy wcześniej się nie przemieniłam. Nie wiem, dlaczego tu jestem” – powiedziałam niemal szeptem.

„To, że jeszcze się nie przemieniłaś, nie oznacza, że nie jesteś wilczycą, która powinna tu być”. Następnie oczekiwała, że pójdę za nią.

Jedynym innym dźwiękiem było stukanie naszych butów o marmurową podłogę.

– Co się stanie, jeśli nie będę w stanie się przemienić?

– Zajmiemy się tym, kiedy do tego dojdzie, panno Chambers. Jutro czeka pani wielki dzień.

Rozdział 2: Pierwsze dni

Było zbyt cicho. Moje myśli nieustannie pędziły, przenosząc mnie w miejsca, które sprawiały, że serce biło mi szybciej. Kiedy zasypiałam, moje lęki podążały za mną. Nie chciałam tu być. W zamku panowała cisza tylko w nocy, do piątej rano. Budziły mnie odgłosy kroków tupiących po dachu. Co w ogóle miałam na sobie? Mundur?

Atena nie zostawiła mi żadnego. Szukałam w torbie czegoś jak najbardziej neutralnego. Znalazłam czarną spódnicę z kieszeniami, w których mogłam schować telefon. Jedyną prostą bluzką, jaką miałam, była biała bluzka z rękawami, która ściśle przylegała do mojego ciała. Pod prysznicem starałam się nie zmoczyć moich truskawkowo-blond włosów, ale jednak się zmoczyły – teraz w niektórych miejscach były kręcone, a w innych puszyste lub proste. Nie miałam nawet gumki, żeby je uporać.

Czarne trampki dopełniły mój strój. W chwili, gdy wyszłam za drzwi, zamieniłam się w mysz.

– Och, kto to taki?

– Świeże mięsko?

Cofnęłam się do holu.

– Pospie

Heroes

Use o AlphaNovel para ler romances online a qualquer hora e em qualquer lugar

Entre num mundo onde você pode ler as histórias e encontrar os melhores romances e livros de romance com lobisomens alfa que merecem a sua atenção.

QR codeEscaneie o código QR e acesse o aplicativo de download