AlphaNovel

Powieści romantyczne

Book cover
Zaktualizowane

Obsesja króla podziemia

  • 👁 269
  • 7.5
  • 💬 0

Opis

„Jesteś tu bezpieczna, Ella. Ale nie myl bezpieczeństwa z wolnością”. Ella Hart wie, jak znikać. Po ucieczce od przemocowego mężczyzny, który latami ją niszczył, przybywa do Kurohamy z niczym oprócz narzędzi ojca, ukrytego garażu i planu, by przetrwać niezauważoną. Nie szuka ochrony. Nie szuka pracy. I zdecydowanie nie szuka kogoś takiego jak Dante Cross. Dante jest wpływowy, niemożliwy do przejrzenia i zbyt niebezpieczny, by mu zaufać. Jest właścicielem podziemnego imperium rządzącego połową miasta, a od chwili, gdy znajduje Ellę śpiącą w jednym z jego garaży, dostrzega znacznie więcej, niżby chciała. Daje jej pracę, miejsce do życia i zasady, których nigdy nie musi wypowiadać na głos. W jego świecie zmodyfikowanych aut, nocnych układów i cichej kontroli Ella powinna trzymać głowę nisko i zachowywać dystans. Ponosi jednak porażkę. Bo im bliżej jest Dantego, tym trudniej mu się oprzeć. Jest zaborczy bez dotykania, opiekuńczy bez pytania i cierpliwy w sposób, który wydaje się znacznie bardziej niebezpieczny niż siła. Lecz podczas gdy pożądanie między nimi płonie coraz mocniej, mężczyzna, od którego uciekła Ella, jest coraz bliżej. A kiedy jej przeszłość zderza się z bezwzględnym światem Dantego, zostaje zmuszona do wyboru: uciekać po raz kolejny… czy zaufać jedynemu człowiekowi wystarczająco potężnemu, by zniszczyć każdego, kto spróbuje mu ją odebrać. Niektórzy mężczyźni pragną twojego ciała. Niektórzy pragną twojego posłuszeństwa. Ale ci najniebezpieczniejsi? Oni pragną każdej twojej złamanej części — i sprawiają, że błagasz, by do nich należeć.

Rozdział: 1: Rozdział 1 – Niewidzialny

Nauczyłem się spać w samochodach, gdy miałem dwanaście lat.

Tata zabierał mnie na piątkowe wyścigi, a ja zwijałam się w kłębek na tylnym siedzeniu samochodu, nad którym akurat pracował w danym tygodniu – zardzewiałego Civica, pożyczonego Mustanga, a raz nawet furgonetki, która pachniała olejem silnikowym i cudzymi papierosami. Zostawiał uchyloną szybę. Zasypiałam przy odgłosach silników, a budziłam się w ciszy, i gdzieś pomiędzy tymi dwoma stanami zawsze czułam się całkowicie bezpieczna.

To było czternaście lat temu. Tata nie żyje od trzech lat, a ja od tamtej pory nie czuję się już bezpieczna.

W warsztacie pachnie jednak tak samo. To pierwsza rzecz, jaką zauważyłam, gdy znalazłam klucz pod luźną cegłą przy bocznych drzwiach — olej, metal i coś chemicznego pod tym wszystkim, ostry i szczery zapach. Taki zapach, który nie udaje niczego. Stałam w progu przez całą minutę, po prostu wdychając go, zanim włączyłam jedyną lampę roboczą i pozwoliłam sobie rozejrzeć się.

Jest mniejszy, niż go zapamiętałam. Jedna hala, jeden podnośnik, stół warsztatowy wzdłuż tylnej ściany, a nad nim popękana tablica perforowana, na której wciąż widnieją zaznaczone czarnym markerem kontury narzędzi – kształty wszystkiego, co kiedyś tam wisiało. Większości z nich już nie ma. Ktoś opróżnił to miejsce po jego śmierci. Zostawił tablicę. Zostawił kształty.

Nie pozwalam sobie zbytnio zastanawiać się, kto to był.

Łóżko polowe to składane łóżko, które znalazłem w tylnym kącie pod płócienną plandeką. Nie jest wygodne. Plandeka jest wilgotna, a materac piankowy powoli przechyla się w lewo, co oznacza, że rano będę przyciśnięty do metalowej ramy. Spałem już w gorszych warunkach. Przed przyjazdem do Kurohama spałem w samochodzie przez jedenaście dni, parkując na parkingach przy autostradzie, a raz na parkingu Walmartu w miasteczku, którego nazwy nigdy się nie dowiedziałem – z wyłączonym silnikiem, zamkniętymi drzwiami, wpatrując się w światła parkingu, aż oczy zaczęły mnie piec.

Dziewięćdziesiąt dni.

Tyle czasu minęło, odkąd opuściłam dom Marcusa Monroe’a, mając przy sobie jedynie kurtkę ojca i torbę z narzędziami, które przez trzy miesiące chowałam w głębi szafy, zanim z nich skorzystałam.

Dziewięćdziesiąt dni i wciąż liczę. Wciąż w głowie obliczam odległość za każdym razem, gdy się przemieszczam – jak daleko od Chicago, ile dróg dzieli to miejsce od tamtego, czy miasto jest wystarczająco duże i wystarczająco ciemne, by pochłonąć jedną kobietę w całości.

Kurohama jest duża. Kurohama jest bardzo ciemna. Tyle wiedziałam już z drogi – neony przebijające się przez deszcz na autostradzie, miasto wyłaniające się z równin niczym coś, co zbudowało się samo w nocy i rzucało wyzwanie, by zadawać pytania. Tata mawiał, że to miejsce, gdzie pieniądze nie pytają, skąd pochodzą, a nikt nie pyta, dokąd zmierzasz.

Ścigał się tu przez sześć lat, zanim tu zginął.

Kiedyś uważałem to za tragedię. Teraz myślę, że i tak by to wybrał. Niektórzy ludzie biegną w kierunku tego, co może ich zabić, tylko dlatego, że to jedyna rzecz, która sprawia, że czują się prawdziwi.

Ja taki nie jestem. Po prostu nie mam gdzie się podziać.

Łóżko skrzypi, kiedy się kładę. Nadal mam na sobie ubranie – dżinsy, bieliznę termiczną i kurtkę taty na wierzchu. Nie zdejmuję jej nawet podczas snu. Nie chodzi mi tu dokładnie o ciepło. To raczej coś w rodzaju zbroi. Tak jakby w nocy coś miało wejść przez te drzwi, to przynajmniej między mną a tym czymś będzie skóra.

Nic nie wejdzie przez te drzwi.

Znalazłam to miejsce w testamencie zmarłego, o którym Marcus nigdy nie wiedział, bo Marcus celowo unikał wiedzy o sprawach związanych z moim ojcem. Nienawidził tego, że przed nim istniała jakaś część mojego życia. Przez trzy lata próbował to wszystko zredukować do zera.

Prawie mu się to udało.

Lampa robocza buczy. Na zewnątrz miasto robi to, co miasta robią o 2 w nocy — odległe syreny, samochód z systemem, który sprawia, że ściany pulsują raz, a potem cichną, ktoś krzyczący dwie ulice dalej w języku, którego nie znam. Normalne dźwięki. Dźwięki życia. Zamykam oczy i sporządzam listę tak, jak nauczył mnie mój terapeuta, zanim przestałam być w stanie sobie na niego pozwolić: rzeczy, które słyszę, rzeczy, które czuję, rzeczy, które są prawdziwe właśnie teraz, w tej chwili.

Szum światła. Zimny metal ramy łóżka polowego pod moją prawą ręką. Zapach oleju. Powolny wyciek z kranu gdzieś na tyłach zatoki — kap, przerwa, kap.

Bicie mojego serca. Wolniejsze niż godzinę temu. Wolniejsze niż od miesięcy.

Jestem bezpieczna. Drzwi są zamknięte. Nikt nie wie, że tu jestem.

Już prawie zasnąłem, kiedy to usłyszałem.

Klucz w zamku.

Nie jest to powolne grzechotanie kogoś, kto próbuje się włamać — nie, to jest rutynowe. Celowe. Taki ruch, który oznacza, że osoba po drugiej stronie robiła to setki razy w ciemności i nie musi patrzeć, by wiedzieć dokładnie, jak daleko należy przekręcić.

Zatrzask się cofa.

Wstaję, zanim jeszcze w pełni się obudzę, buty uderzają o beton, plecami opieram się o ścianę po drugiej stronie pomieszczenia, a jedyną rzeczą dzielącą mnie od drzwi jest sześć stóp zimnego powietrza i pusta przestrzeń. Ręka z wyczuciem odnajduje klucz na ławce za mną — najpierw uchwyt, odpowiednia waga, znajomość, która niemal sprawia, że zaczynam oddychać.

Prawie.

Drzwi się otwierają.

Zatrzymują się.

Ktokolwiek jest po drugiej stronie, nie wchodzi. Po prostu… trzyma drzwi. Jakby na coś czekał. Jakby wiedział, że tu jestem, i chciał, żebym wiedział, że on o tym wie.

Lampa robocza świeci za mną. Nie widzę jego twarzy. Widzę tylko jego sylwetkę w progu – wysoki, szeroki w ramionach, stojący zupełnie nieruchomo, tak jak ludzie stoją nieruchomo, gdy bezruch jest wyborem, a nie ograniczeniem.

Jedna sekunda.

Dwie.

Potem drzwi znów się zamykają. Cicho. Ząb zamka obraca się z powrotem – od zewnątrz. Znów zamknięte, tak samo jak przedtem.

Kroki, oddalające się. Bez pośpiechu.

Zniknęli.

Stoję przy ścianie z kluczem w dłoni jeszcze przez długi czas, a moje serce bije głośno i chaotycznie w klatce piersiowej. Kran kapie. Światło buczy. Na zewnątrz miasto nadal jest miastem.

Nikt nie wie, że tu jestem.

Byłem tego tak pewien.

Tak bardzo się myliłem.

Rozdział: 2: Rozdział 2 – Jego samochód

Od tamtej pory nie mogłem zasnąć.

Leżałem na łóżku polowym z kluczem obok siebie i patrzyłem, jak światło robocze rzuca cienie na sufit, aż cienie stały się szare, potem bladożółte, a potem taką matową bielą, która oznacza, że poranek przestał być grzeczny w swoim nadejściu. Kran wciąż kapał. Moje serce wciąż robiło te skomplikowane rzeczy. Gdzieś około piątej rano całkowicie zrezygnowałem ze snu i zrobiłem jedyną rzecz, która kiedykolwiek faktycznie działała – znalazłem coś zepsutego i zacząłem to naprawiać.

Samochód stał tu przez cały czas. Zauważyłem go, gdy przyszedłem poprzedniego wieczoru, ale nie pozwoliłem sobie przyjrzeć mu się zbyt dokładnie – czarny Aston Martin DB11, schowany w odległej zatoczce pod płóciennym pokrowcem, jakby ktoś go zaparkował i o nim zapomniał. Albo jakby ktoś go zaparkował i nie chciał, żeby ktokolwiek go znalazł, co to już zupełnie inna sprawa.

Powiedziałem sobie, że zamierzam tylko sprawdzić opony.

Trwało to około czterdzies

Heroes

Korzystaj z AlphaNovel, aby czytać powieści online zawsze i wszędzie

Wejdź do świata, w którym możesz czytać historie i znaleźć najlepsze powieści romantyczne oraz książki o wilkołakach alfa, warte twojej uwagi.

QR codeZeskanuj kod QR i przejdź do pobierania aplikacji