
Przeznaczona i brzemienna z Królem Alphą
- 👁 42.7K
- ⭐ 8.7
- 💬 0
Açıklama
Kiedy świat Elary legł w gruzach z powodu zdrady, odrzucenia przez stado i bolesnej straty, jedna szalona noc w Europie u boku zabójczo przystojnego nieznajomego miała pomóc jej zapomnieć o przeszłości. Po upojnych chwilach uciekła przed świtem, ale kilka tygodni później odkryła, że ta noc zostawiła po sobie niespodziankę, której się nie spodziewała. Lata później, jako oddana samotna matka i pisarka, Elara wraca do swojego dawnego stada, spodziewając się bolesnych wspomnień, a nie trafienia w sam środek ślubu stulecia — ślubu samego Króla Alphy. Gdy pan młody odwraca się w jej stronę, a ich spojrzenia się spotykają, jedno władcze warknięcie: „Moja” przerywa całą ceremonię, po czym jego wzrok pada na stojącą obok niej dziewczynkę: „Moje szczenię”. Gdy królewski ślub obraca się w ruinę, a na jaw wychodzą dawno pogrzebane sekrety, Elara zostaje uwikłana między przeszłością, od której uciekła, a potężnym partnerem, który nie zamierza jej dłużej wypuścić z rąk.
Rozdział 1: Prolog
Pierwszym błędem było zaparkowanie dwie przecznice dalej.
Drugim było pozwolenie Cassii na niesienie „torby z przekąskami na wszelki wypadek”, ponieważ biegła jak sprinterka olimpijska, podczas gdy ja próbowałam nadążyć w szpilkach, ciągnąc za sobą dwuipółletnie dziecko, które uważało każdą zaspę za zaproszenie do zatrzymania się i szukania skarbu.
Nie tylko dotarłyśmy do wielkiej sali Ashthorne — wdarłyśmy się do niej.
Drzwi otworzyły się z takim hukiem, że zadrżały żyrandole. Ciepłe światło świec rozlało się na nas, jakby to miejsce wstrzymywało oddech w oczekiwaniu na nasze wejście.
Cassia szła na czele, czerwona sukienka powiewała za nią, a włosy lśniły, jakby właśnie wyszła z reklamy perfum. Wyglądała na kłopot. Celowo ubrany kłopot.
Ja szłam druga, w ciemnej sukience otulającej mnie przed zimowym chłodem, z włosami rozwianymi przez wiatr, które nie dawały się okiełznać – Aeron balansował na moim biodrze niczym książę pokryty okruchami ciastek. Miał na sobie tylko jeden but, podejrzanie wilgotną nogawkę spodni i machał panem Dwagonem niczym zwycięski bohater.
W sali zapadła martwa cisza.
Aeron przerwał ją z całą pewnością siebie świata: „TA-DA!”.
Gdzieś w drugim rzędzie ktoś zakrztusił się szampanem.
Cassia uśmiechnęła się szeroko, jakbyśmy to wcześniej przećwiczyli. – Przepraszamy za spóźnienie – ogłosiła, nie zwracając się do nikogo konkretnego, a jej głos z łatwością przebił ciszę. – Musieliśmy zmagać się z burzą śnieżną, problemami z parkowaniem i dyktaturą malucha.
– Wygrałam! – krzyknęła dumnie Aeron, po czym wysłała pocałunek w stronę stolika zaskoczonych Omeg. – Cześć, ludzie!
Ruszyliśmy alejką, a nasze kroki odbijały się echem w oszołomionej ciszy. Wszystkie oczy śledziły nas – niektóre z ciekawością, inne z chłodem, a jeszcze inne z tym szczególnym błyskiem, który oznaczał, że dzisiejsze plotki same się napiszą.
W powietrzu unosił się zapach zimowych róż i polityki.
Przy ołtarzu panna młoda wyglądała idealnie w koronce i mrozie. Obok niej stał pan młody, wysoki i barczysty w ciemnym uroczystym płaszczu, a jego złote oczy błądziły po tłumie z swobodną pewnością siebie człowieka, który nigdy nie kwestionował swojego miejsca na szczycie.
Aż te oczy znalazły mnie.
Wszystko w sali zamarło — żadnej muzyki, żadnego szeptu, tylko elektryzujący impuls rozpoznania. Jego wyraz twarzy początkowo się nie zmienił, ale cisza w nim ryczała.
A potem ogarnęło mnie gorąco, a wspomnienia zalały mnie z impetem: Paryż. Przytłumione światło. Whisky. Jego usta na moich. Sposób, w jaki pozwoliłam sobie zapomnieć o rzeczywistości na jedną lekkomyślną noc, by uciec przed wschodem słońca.
Król Alf.
Moja wilczyca ożyła. Serce zaczęło mi szybciej bić. A potem…
– „Mamusiu” – powiedział Aeron teatralnym głosem malucha, który nigdy nie nauczył się sztuki subtelności – „ten pan się błyszczy”.
Nozdrza Króla Alf rozszerzyły się. Zacisnął szczękę. I głosem, który przetoczył się przez pokój jak grzmot, warknął:
„Mój”.
Kwartet gwałtownie się zatrzymał. Kapłan zamknął usta. Wśród gości rozległ się cichy, pełen zdziwienia szmer.
Aeron wzdrygnął się na ten dźwięk, po czym spojrzał na mężczyznę przy ołtarzu. Wskazał na niego palcem pokrytym okruchami. – Też mój. Mamusia moja. Smok mój. Ty… mój? – Przechylił głowę. – Ty tata?
Wspólny wdech wszystkich obecnych mógłby podnieść dach.
Coś w twarzy Thorne’a Valena – Króla Alf – pękło. Zmiękło. Rozjaśniło się. Zszedł o krok z ołtarza.
– Nie waż się – syknęła panna młoda, chwytając go za ramię. On na nią nie spojrzał.
– Cokie? – spróbował ponownie Aeron, bo priorytety.
Cassia, bogini wśród skrzydłowych, wyjęła jedną z torby, nie tracąc przy tym swojego uśmieszku.
Król Alfa zbliżał się dalej, każdy krok był celowy, a kiedy znalazł się na tyle blisko, by jego głos stał się intymny, ale wciąż zabójczy, spojrzał na mojego syna.
– Mój szczeniaku.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Serce zaczęło mi szaleć.
Aeron przyjrzał mu się poważnie, po czym skinął głową. – Ja szczeniak. Ty duży.
– Bardzo duży – szepnęła teatralnie Cassia.
– Cass – ostrzegłem.
– Co? Przecież tak jest.
Sera – panna młoda – zachwiała się na obcasach, tracąc kontrolę nad przebiegiem ceremonii. – To jest święta…
– Nie będziemy kontynuować – powiedział Thorne, nie odrywając od nas wzroku.
To było oficjalne. Ślub się skończył.
Głos Sery podniósł się, ostry i łamliwy. – Upokarzasz mnie przed wszystkimi Alfami z Terytoriów Północnych…
– Nie – wtrącił Thorne, a jego głos brzmiał jak stal owinięta aksamitem. – Oszczędzono ci znacznie większego upokorzenia. A teraz ustąp na bok.
W sali rozległy się westchnienia, niczym rozrzucone koraliki. Kapłan zamknął księgę.
Sera rzuciła mi gniewne spojrzenie. – Ty. Zawsze ty. Czołgasz się, by zebrać resztki…
– Dwagon mówi, że nie – oznajmił nagle Aeron, wymachując swoją pluszową zabawką niczym mały kat. – Żadnej krzyczącej pani.
Cassia zakrztusiła się ze śmiechu, co przyniosło jej mordercze spojrzenie od Sery.
Thorne podszedł do nas, na tyle blisko, że jego ciepło ogarnęło moją skórę. Bez pytania wziął Aerona z moich ramion – a mój syn poszedł z własnej woli, zawijając malutkie paluszki wokół jego płaszcza, jakby już tam kiedyś był.
Spojrzałam na niego, czując, jak w mojej piersi mieszają się gniew i żar. – Nie możesz po prostu…
– Tak – odparł, wpatrując się mi prosto w oczy – mogę. I to zrobię.
Julian pojawił się u boku Cassii, jakby czekał na tę chwilę całe życie. – Wasza Wysokość, mam przygotować pokój na boku?
Thorne nie spuszczał ze mnie wzroku. – Zrób to.
Cassia szturchnęła mnie w ramię, uśmiechając się bez cienia skruchy. – Cóż – mruknęła – to było subtelne.
Rozdział: 2: Rozdział pierwszy – O jeden rok za dużo
Z perspektywy Elary
Od rana padał śnieg, miękki i gęsty, zamieniając góry Montany w szczyty pokryte cukrem pudrem. Terytorium stada Ashthorne wyglądało jak z pocztówki – rześkie powietrze, oszronione sosny i kłęby dymu unoszące się z kominów domków.
To powinna być idealna noc.
Miałam spotkać się z Kalebem Morvanem w prywatnej jadalni domku stada z okazji naszej pierwszej rocznicy. Bardzo nalegał, żeby ta noc była „wyjątkowa”. Jego dokładne słowa brzmiały: „Ubierz się elegancko dla mnie, Elara. Chcę, żeby dzisiejszy wieczór był niezapomniany”.
Więc tak zrobiłam.
Moje długie, ciemne włosy ułożyłam w luźne fale, które muskały odkryte plecy mojej ciemnozielonej sukienki – tej, która podkreślała talię i rozszerzała się na tyle, bym czuła, że moje biodra zasługują na uwagę. Moje jasnoszare oczy, podkreślone odrobiną więcej tuszu niż zwykle, spoglądały na mnie w odbiciu wypolerowanych szklanych drzwi schroniska z mieszaniną zdenerwowania i nadziei. Na nosie mi











