
Klatwa Syzygii
- 👁 32
- ⭐ 7.5
- 💬 0
Açıklama
Nika Rhee zbudowała swoje życie na fundamencie rozsądku. Jako psycholożka ufa logice, dowodom i wszystkiemu, co da się racjonalnie wytłumaczyć. Wilkołaki, przeznaczeni sobie partnerzy, starożytne klątwy? Ich miejsce jest w bajkach, a nie w prawdziwym życiu. Do momentu, gdy podczas lotu do Seattle nieznajomy ratuje ją przed upadkiem. W chwili, gdy Tomas Kross jej dotyka, nieznośny ogień trawiący jego ciało nagle gaśnie. Tomas to potężny Alfa, który ukrywa liczący całe stulecia sekret. Klątwa Syzygii towarzyszy mu od narodzin, z każdym rokiem przybierając na sile. W wieku trzydziestu lat jego płonąca aura stała się tak intensywna, że żadna kobieta nie jest w stanie się do niego zbliżyć, nie uciekając w popłochu. Aż do pojawienia się Niki. On wie natychmiast, że to ona jest jego Przeznaczoną. Ona czuje jedynie, że bije od niego niebezpieczny magnetyzm — i że w jego obecności to, co niemożliwe, nagle staje się namacalne. Kiedy Nika przyjmuje pracę na odciętej od świata wyspie Tomasa, wkracza w ukryty świat wilkołaków, prastarych rodów i więzi wpisanych w samą naturę ich gatunku. Jednak Tomas nie jest jedynym, który skrywa tajemnicę. Wewnątrz Niki budzi się coś starożytnego. A gdy jej wilk wreszcie dochodzi do głosu, Tomas odkrywa, że jego Partnerka może być znacznie potężniejsza — i bez porównania ważniejsza dla jego świata — niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać. Niektóre więzi są kwestią wyboru. Inne zostają zapisane we krwi.
ROZDZIAŁ 1
Profil: Nika, 24 l.
(Perspektywa zewnętrzna)
O mnie: Psycholożka z dyplomem, która w wolnych chwilach ucieka w świat sztuki i koloru. Szukam kogoś autentycznego. Osoby, dla której dom to nie tylko cztery ściany, ale poczucie, że jest się dla kogoś na pierwszym miejscu.
Nika Rhee przesunęła kciukiem po ekranie telefonu, jeszcze raz odczytując ostatnią wiadomość.
Zielony dymek od Daniela. Rozmawiali od stu dni.
Sto dni wystarczyło, żeby poukładana, ostrożna psycholożka zrobiła coś, czego nigdy wcześniej nie uważała za rozsądne.
Zaufała nieznajomemu.
Daniel: “Nadal nie wierzę, że naprawdę wsiadasz w ten samolot. Przylatujesz aż z Filadelfii?”
Nika: “Słowo się rzekło. Pakuję bagaż podręczny. Nadal nie chcesz wysłać mi ani jednego zdjęcia? Zaczynam podejrzewać, że jesteś seryjnym mordercą.”
Daniel: “Obiecuję, że mam wszystkie zęby i nienaganny uśmiech. Jestem staroświecki, Nika. Dzisiejszy świat filtruje ludzi przez idealne kadry. Ja chcę magii pierwszego spojrzenia. Prawdziwego zachwytu. Bez uprzedzeń. Będę czekał w hali przylotów w Seattle. Poznasz mnie po białej róży.”
Nika: “Biała róża. Mało oryginalnie, ale romantycznie. Do zobaczenia za kilka godzin, Daniel.”
Zablokowała ekran i wsunęła telefon do kieszeni płaszcza.
Stała w zatłoczonym rękawie lotniska, powoli przesuwając się wraz z kolejką pasażerów w stronę wejścia na pokład.
Desperacko potrzebowała tej ucieczki. Potrzebowała Daniela. Potrzebowała jego obietnicy prawdziwego zachwytu.
Całe jej życie było przecież jedną wielką lekcją odrzucenia.
Jej rodzice wychowali ją jak córkę, ale nigdy nie sprawili, by naprawdę czuła się jak ich dziecko. W chłodnym, pełnym napięcia domu Nika od najmłodszych lat miała wrażenie, że jest intruzem.
Matka od zawsze faworyzowała młodszą córkę. A dla niej samej zachowała jedynie emocjonalny chłód, dystans i niezrozumienie. Między nimi stała niewidzialna ściana. Z siostrą Nika od lat nie miała kontaktu.
Nika dorastała z poczuciem, że jest obcym elementem układanki, który za nic nie chce pasować do reszty obrazka.
Jedyną jej kotwicą był ojciec.
Słabszy psychicznie, często wycofany i uciekający przed dominującą żoną, ale dobry. Naprawdę dobry.
To on zabierał małą Nikę na wyprawy w dziką naturę. Uczył ją słuchać szumu drzew, rozpoznawać zapach wilgotnej ziemi po deszczu i odnajdywać spokój tam, gdzie nie było nic poza lasem, ciszą i przestrzenią.
To dzięki niemu przetrwała.
Kiedy zmarł, gdy była nastolatką, jej świat się rozsypał. Wtedy odkryła sztukę.
Pamiętała ten dzień doskonale.
Mała miejska galeria. Cicha sala. I reprodukcja Nenufarów Claude’a Moneta. Chłodne odcienie błękitu i zieleni.
Lilie wodne balansujące jakby na granicy dwóch światów.
Patrzyła na obraz i nagle poczuła w piersi tak potężną, rześką falę ukojenia, że po prostu się rozpłakała.
Od tamtej pory sztuka stała się jej prywatnym azylem.
Kiedy chłód rodzinnego domu stawał się nie do zniesienia, uciekała do muzeów i galerii. Chłonęła kolory, faktury płócien i geniusz mistrzów, szukając w nich harmonii.
Tylko tam, otoczona pięknem i ciszą wystawowych sal, potrafiła odnaleźć spokój, którego tak rozpaczliwie potrzebowała.
Kolejka przed nią drgnęła. Nika podniosła wzrok.
Była już przy wejściu do samolotu.
Stewardesa z uśmiechem sprawdzała karty pokładowe.
— Klasa biznes w lewo. Klasa ekonomiczna w prawo — powtarzała monotonnym głosem.
Nika wyciągnęła swój bilet. Ekonomiczna.
W prawo.
Ciasny fotel, pięć godzin lotu, Seattle, Daniel. A potem może nowe życie. Normalne życie. Nagle samolotem lekko szarpnęło.
Ktoś z tyłu wpadł na Nikę. Straciła równowagę.
Telefon wypadł jej z dłoni i zsunął się po metalowej podłodze. Nika zamknęła oczy, przygotowując się na bolesne uderzenie. Nie poczuła podłoża.
Poczuła za to czyjeś ramiona. Potężne. Niezwykle silne.
Chwyciły ją w pół i bez najmniejszego wysiłku uniosły i przywróciły do pionu.
.
W tym samym ułamku sekundy Tomas Kross walczył o każdy oddech. Szedł przez rękaw samolotu, ukrywając potworny ból za maską zimnej, bezwzględnej dominacji.
Zaledwie godzinę wcześniej Romano i starszyzna stada Ognistego Księżyca żegnali go z oczami pełnymi troski i ukrytego niepokoju.
Romano, jego wierny Beta i najbliższy przyjaciel, widział, jak nienaturalny żar bije od ciała jego Alfy. Starszyzna szeptała po kątach, że Klątwa Syzygii niemal całkowicie przejmuje nad nim kontrolę.
Z każdym rokiem bezskutecznych poszukiwań partnerki jego krew stawała się coraz gorętsza. A wewnętrzny pożar trawił go od środka.
Każda kolejna wilczyca z lądu, którą próbował poznać, uciekała z krzykiem, parząc się jego skórą.
Stado patrzyło na cierpienie swojego wodza z trwogą. Ich najsilniejszy Alfa powoli umierał z wycieńczenia.
A wraz z nim ich odizolowana od świata wyspa Whidbey Island mogła stracić przywódcę.
Dzisiejsza podróż biznesowa była katorgą.
Żar w jego żyłach osiągnął punkt krytyczny. Tomas czuł, że jeśli natychmiast nie usiądzie, jego ciało po prostu odmówi posłuszeństwa.
I wtedy zobaczył ją. Nika Rhee potknęła się i poleciała bezwładnie do tyłu.
Tomas zareagował czystym, wilczym instynktem. Złapał ją, zanim dotknęła podłogi. I wtedy czas dosłownie się zatrzymał.
“MATE. (Partnerka)”
Słowo eksplodowało w jego umyśle.
Jego wewnętrzny wilk szarpnął się na łańcuchu kontroli, wyjąc z dzikiego szaleństwa. Ale to nie był koniec.
W chwili, gdy jego dłonie zacisnęły się na jej ciele, poczuł coś jeszcze. Delikatną. Chłodną. Kojącą bryzę. Nie lodowaty mróz. Rześki, ożywczy powiew morskiego wiatru.
Przeniknął przez jego garnitur i ciało, wdarł się prosto do płonących żył. Tomas zamarł.
Z jego piersi wyrwało się długie, drżące westchnienie. Ulga. Czysta, niewiarygodna ulga. Po raz pierwszy od dziesięciu lat piekielny ból zniknął.
Wrząca krew przestała go palić ugaszona jej obecnością.
Wycieńczenie, którego tak bardzo obawiali się Romano i starszyzna, nagle przestało mieć znaczenie.
Tomas po raz pierwszy od dziesięciu lat swobodnie odetchnął.
A potem dziewczyna otworzyła oczy. Błękitne. Przestraszone. Piękne. Odepchnęła się od jego klatki piersiowej a Tomas puścił ją z oporem.
I już wtedy wiedział jedno. Jeśli odejdzie, żar wróci. Nie mógł na to pozwolić. Bez niej nie przeżyje tego tygodnia.
Nika schyliła się po telefon. Tomas zerknął na podświetlony ekran. Aplikacja randkowa. Wiadomość od Daniela.
Biała róża. Hala przylotów w Seattle. Wewnętrzny wilk Tomasa obnażył kły.
— Ostrożnie, mała — odezwał się.
Jego niski, aksamitny głos drżał od emocji, których nie potrafił ukryć.
Spojrzał jej w oczy. Przez sekundę jego tęczówki błysnęły drapieżnym złotem.
— Jestem Tomas. Dokąd lecisz Nika?
Dziewczyna cofnęła się o krok. Patrzyła na niego z wyraźnym dystansem, ale w jej oczach pojawiło się również lekkie zaniepokojenie.
— Skąd… znasz moje imię?
Tomas uniósł kącik ust i wskazał wzrokiem jej telefon.
— Masz je na ekranie.
Zmarszczyła brwi.
Jej dłonie drżały, ale wyprostowała się dumnie.
— To nie twoja sprawa. Moje miejsce jest na prawo.
Odwróciła się i ruszyła w stronę klasy ekonomicznej.
Tomas patrzył za nią. Jego serce biło w zupełnie nowym, szaleńczym rytmie. Odwrócił się w lewo.
W stronę klasy biznes, gdzie stewardesa czekała na niego z szacunkiem.
— Jest Pani szefową pokładu? — zapytał poluzowując krawat.
W jego oczach nie było już śmiertelnego zmęczenia. Był w nich żar. Żar zaciekłego polowania.
Stewardesa skinęła głową.
— Za dziesięć minut ta dziewczyna ma siedzieć obok mnie w prywatnej kabine. Zróbcie, co trzeba.
Spojrzał w stronę, w którą zniknęła Nika.
— Żadna ludzka aplikacja nie odbierze mi mojego jedynego ratunku.
ROZDZIAŁ 2
Klątwa Palącej KrwiPerspektywa Tomasa
Jeszcze godzinę temu byłem przekonany, że umrę. Nie dziś. Może nie za godzinę. Ale wkrótce.
Szedłem przez rękaw samolotu, zaciskając szczęki, żeby nie pokazać bólu. Nie mogłem pozwolić, by ktokolwiek zobaczył słabość Alfy. Nawet teraz. Zwłaszcza teraz.
Romano wiedział. Starszyzna wiedziała.
Klątwa Syzygii powoli mnie zabija.
Z każdym rokiem, bez partnerki moja krew stawała się coraz gorętsza. Żar rozlewał się po moich żyłach, aż miałem wrażenie, że płonę od środka.
Próbowaliśmy wszystkiego. Spotkania z każdą odpowiednią wilczycą ze stada i lądu, która mogła być potencjalną partnerką.
Żadna nie wytrzymała mojego dotyku. Każda uciekała z krzykiem, gdy tylko moja skóra dotknęła jej ciała.
A ja z każdym kolejnym rokiem byłem coraz słabszy.
Dzisiejszy lot miał być zwykłą podróżą biznesową. Stał się torturą. Żar osiągnął punkt krytyczny. Jeszcze kilka minut na nogach i moje ciało mogło odmówić posłusze











