AlphaNovel

Romantik romanlar

Book cover
Güncellendi

Odrzucona Królowa Północy: Korona z kłów

  • 👁 430
  • 7.5
  • 💬 0

Açıklama

Eira Thorsen nie jest już dziewczyną, którą odrzucił jej własny klip. Jest Luną Północy, dziedziczką starożytnego królewskiego rodu i kobietą, z którą każdy wilczy dwór musi się teraz liczyć. Jednak władza nie przynosi pokoju. Gdy nadchodzi list z Południa, Eira dowiaduje się, że jeden z ludzi stojących za zagładą wilczych królowych czekał na jej przebudzenie. Uzbrojony w dawne prawa, ukrytych sojuszników i rytuał wystarczająco potężny, by podważyć jej roszczenia, zastawia pułapkę, która może pozbawić Północ wszystkiego, co Eira zbudowała. Aby powstrzymać wojnę polityczną, zanim ta na dobre się rozpocznie, Eira musi powrócić do krainy, która niegdyś ją upokorzyła, i wejść prosto w ręce wroga, który latami przygotowywał się na jej przybycie. Tym razem jednak nie wraca jako zapomniana dziewczyna rangi beta. Wraca jako ukoronowana wilcza królowa — a Ragnar, bezwzględny król, który stał się jej najsilniejszą więzią, nie pozwoli jej stawić czoła Południowi samotnie. Gdy dawne sekrety zaciskają wokół nich pętlę, a pożądanie staje się coraz bardziej wyraziste pod ciężarem prawa, lojalności i władzy, Eira musi zdecydować, co jest gotowa zaryzykować, by ochronić swoją koronę, swój rodowód i mężczyznę stojącego u jej boku. Bo tym razem największym niebezpieczeństwem nie jest odrzucenie — jest nim zostanie przypisaną do niewłaściwego losu. Dalsze losy Eiry znajdziesz w trzeciej części: Odrzucona Królowa Północy: Krew pod koroną.

Rozdział: 1: Rozdział 1 – Ile waży korona

Myślała, że to będzie inne uczucie.

Jakby coś się układało. Jakby ostatni element w końcu znalazł swoje miejsce. Widziała wystarczająco dużo koronacji – stare sagi, lekcje historii Einara, północne obrzędy, które nauczyła się na pamięć, zanim je zrozumiała – by znać te obrazy. Ciężar opadający na głowę. Cisza w sali. Chwila, w której wszystko, co było wcześniej, staje się przeszłością.

To się nie układa.

To przytłacza.

Minęło sześć miesięcy, a ona wciąż budzi się niektóre poranki, sięgając po tę wersję siebie, która spała lekko, która katalogowała wyjścia, zanim zaczęła katalogować twarze, która przetrwała, zajmując dokładnie tyle miejsca, ile jej przydzielono, i ani oddechu więcej. Ta wersja zniknęła. Wie, że zniknęła. Sama ją pogrzebała – na placu treningowym, w sali sag, w rękach Ragnara o trzeciej nad ranem, kiedy stanęła u jego drzwi bez żadnego wyjaśnienia, a on ustąpił na bok, nie prosząc o żadne.

Zniknęła. I dobrze.

Korona jest zimna. Mimo to ją nosi.

Sala jest pełna, gdy do niej wchodzi, co jest zamierzone – to jej pomysł, a nie ich. Wcześnie nauczyła się, że przybycie po zgromadzeniu się zgromadzonych oznacza, że to sala musi dostosować się do ciebie, a nie ty do niej. Drobna rzecz. Ale ma znaczenie.

Czterdzieści trzy osoby. Liczy je bez liczenia, tak jak nauczyła się oddychać, nie myśląc o oddychaniu. Przedstawiciele klanów, dwoje z terytoriów wschodnich, którzy przybyli wczoraj i nie przestają się obserwować, Einar przy przeciwległej ścianie, udający mebel, Signe przy kominku, udająca kobietę, która jeszcze nie zdecydowała o wyniku tego spotkania.

Ragnar siedzi na czele stołu.

Obserwuje, jak wchodzi.

Ona jeszcze na niego nie patrzy. To również jest zamierzone — nie chodzi o dystans, tylko o kolejność. Najpierw rozgląda się po sali. Sala musi najpierw zobaczyć, jak ona na nią patrzy. To inny rodzaj występu niż ten, w którym dorastała. Tamten był o skromności. Ten jest czymś trudniejszym do nazwania.

Zajmuje swoje miejsce. Jego znajduje się po jej lewej stronie.

– Luna. – Przedstawiciel ze Wschodu – Aldric, starszy mężczyzna, ten, który podczas wczorajszej sesji dwukrotnie kwestionował sformułowania traktatu – pochyla głowę. Ten tytuł wciąż brzmi dziwnie. Nie jest zły. Dziwny, tak jak słowo brzmi źle, gdy powtarza się je zbyt wiele razy.

– Lordzie Aldricu – składa dłonie na stole. – Mówił pan coś, zanim przyszłam.

Zatrzymuje się. Nic nie mówił — celowo weszła w momencie przerwy między punktami porządku obrad, żeby to uchwycić. Tę ciszę między rzeczami. Przestrzeń, w której ludzie ujawniają, jak naprawdę czują się, czekając.

Płynnie wraca do tematu. Jest w tym dobry.

– Przełęcze na wschodzie – mówi. – Kwestia opłat za przejazd w miesiącach zimowych.

Ona już zna jego stanowisko. Przeczytała jego korespondencję – trzy listy, z których dwa były adresowane do poprzednika Ragnara, a jeden napisany sześć lat temu i nigdy nie wysłany, znaleziony przypadkowo w archiwum. Wie, że kwestia opłat w rzeczywistości nie dotyczy opłat.

Pozwala mu jednak przedstawić swoje argumenty.

To jest ta część, której wciąż się uczy: cierpliwość władzy. Przetrwanie wymagało szybkości – dostrzegaj zagrożenie, działaj, przetrwaj. Rządzenie wymaga czegoś wolniejszego i bardziej przemyślanego. Pozwalanie ludziom dokończyć zdania, których zakończenie już znasz. Obserwowanie, gdzie patrzą, kiedy myślą, że nikt ich nie obserwuje.

Ragnar tak właśnie postępuje. Zawsze tak robił. Kiedyś myliła to z oziębłością.

Teraz wie już lepiej.

Spotkanie trwa dwie godziny. Zabiera głos cztery razy. Za każdym razem krótko — tak jak krótkie jest cięcie ostrza, tak jak krótka jest zimna woda. Uczy się tego. Że im mniej mówi, tym bardziej sala czeka na to, co powie dalej. To inny rodzaj ciszy niż ta, w której dorastała. Tamta cisza oznaczała wymazanie. Ta oznacza uwagę.

Kiedy Aldric po raz trzeci naciska w sprawie opłat drogowych, próbując wyciągnąć od niej ustępstwo, którego ona nie ma zamiaru udzielić, pozwala, by minęła chwila. Dwie.

– Przełęcze zbudowali robotnicy z północy – mówi. – Prawa do pobierania opłat wynikają z północnego prawa. Jeśli są jakieś wątpliwości co do prawa, chętnie poproszę Einara, by przytoczył odpowiednie sagi. Zna je na pamięć. – Spogląda na Einara. – Wszystkie.

Wyraz twarzy Einara nie zmienia się. Nigdy się nie zmienia. Ale coś w jego oczach – coś, co najbardziej przypomina ciepło, jakie widziała u niego od sześciu miesięcy – zmienia się niemal niezauważalnie.

Aldric porzuca temat opłat za przejazd.

Nie pozwala sobie na poczucie satysfakcji, dopóki sala się nie opróżni.

Ragnar czeka. Zawsze czeka – aż ostatnia osoba wyjdzie, aż odgłos kroków ucichnie w korytarzu, aż nie zostanie już nikogo, przed kim mógłby się popisywać. Wtedy zwraca się do niej, a na jego twarzy pojawia się to, co pojawia się tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy.

Nie jest to do końca łagodność. Łagodność sugeruje coś uległego. To raczej przypomina otwierające się drzwi.

– Aldric napisze dziś wieczorem list – mówi.

– Wiem. Przedstawi kwestię opłat jako akt agresji ze strony północy. Wykorzysta to, by zdobyć poparcie dla koalicji wschodniej.

– Tak.

– Niech pisze. – Zbiera dokumenty leżące przed nią – to nawyk, coś, czym zajmuje ręce. – Musi czuć, że coś robi. Jeśli pisze listy, to nie robi nic bardziej pożytecznego.

Ragnar przez chwilę milczy. Czuje, jak patrzy na nią w ten swój sposób – jakby była tekstem, który czyta od dawna i wciąż odkrywa w nim nowe fragmenty.

– Od tygodni przyglądasz się Aldricowi – mówi.

— Od tygodni badam wszystkich.

– Nie każdy poświęca ci trzy sesje przed jednym spotkaniem.

Podnosi wzrok. – Podpisał pakt wschodni dwa lata przed tym, jak twierdził, że o nim słyszał. Znalazłam ten dokument w zeszłym miesiącu. – Odkłada dokumenty. – Okłamywał cię prosto w twarz przez sześć lat. Wydawało mi się, że to warte trzech sesji.

Drzwi się otwierają.

Einar. Jego wyraz twarzy przekazuje informacje tak, jak zawsze to robi – zwięźle, skutecznie, a sam kształt szczęki mówi więcej niż cały akapit.

„Wiadomość” – mówi. „Południowa pieczęć”.

Przechodzi przez pokój i kładzie ją na stole przed nią. Nie przed Ragnarem. Przed nią.

Zauważa to. Wydaje jej się, że Ragnar zauważa, iż ona to zauważa.

Pieczęć jest jej nieznana. To nie pieczęć rady starszych – te znaki zna już na pamięć, różnice między poszczególnymi rodami, sposób, w jaki odciśnięto je w wosku. Ta jest inna. Starsza. Symbol, który widziała raz, w archiwum, w dokumencie sprzed Wojny Krwi.

Złamuje pieczęć.

List jest krótki. Trzy akapity. Pismo jest precyzyjne, niespieszne – pismo człowieka, który ani razu nie pisał w pośpiechu, bo ani razu nie musiał.

Czyta go dwa razy.

Potem kładzie go płasko na stole, stroną z tekstem do dołu, i spogląda na Einara.

Jego twarz potwierdza to, co już podejrzewała. Rozpoznaje nazwisko na dole. Rozpoznał je jeszcze przed otwarciem listu – po samej pieczęci.

– Kim on jest? – pyta. To nie jest pytanie. To prośba o potwierdzenie.

Einar spogląda na Ragnara. Między nimi dochodzi do wymiany spojrzeń – starej, szybkiej, charakterystycznej dla ludzi, którzy stali ramię w ramię w ciemności.

– Lord Veldric – odpowiada Einar. – Od jedenastu lat stoi na czele Południowej Rady Starszych. A wcześniej… – Urwał.

– A wcześniej? – pyta.

— Wcześniej to on napisał pierwotny rozkaz o stłumieniu. Po Wojnie Krwi. — Pauza. — Ten, który zadbał o to, by nikt nie szukał potomków królowej wilków.

W sali panuje głęboka cisza.

Odwraca list z powrotem stroną z tekstem do góry. Jeszcze raz czyta ostatnią linijkę.

Piszę w duchu pokoju i w uznaniu tego, co reprezentuje Luna z Północnego Dworu – nie jest to zagrożenie, lecz długo oczekiwana szansa. Z radością skorzystałbym z okazji, by porozmawiać na warunkach, jakie sama Pani wybierze.

Na warunkach, jakie Państwo ustalą.

Składa list starannie. Odkłada go na bok.

– On wie, że odmówimy – mówi.

Einar: „Właśnie dlatego napisał”.

Rozdział: 2: Rozdział 2 – Imię Veldric

Einar nie siada.

Tak właśnie go teraz odczytuje – nie na podstawie tego, co mówi, ale na podstawie tego, co decyduje jego ciało, zanim on sam to zrobi. Stojąc, oznacza, że wiadomość jest na tyle zła, że siedzenie wydawałoby się niewłaściwe. Stojąc, oznacza, że już przeprowadził obliczenia i żadna z tych liczb mu się nie podoba.

Stoi przez długi czas.

Ragnar ma list. Wziął go bez pytania, a ona na to pozwoliła – istnieje różnica między decyzjami, które należą wyłącznie do niej, a informacjami, które dotyczą ich obojga, a ona wciąż uczy się, gdzie przebiega ta granica. Obserwuje, jak czyta. Jego twarz pozostaje niewzruszona. Zawsze tak jest w obecności Einara. W obecności kogokolwiek.

Jest jedną z nielicznych osób, które wiedzą, jak wygląda jego twarz, kiedy nie jest bez wyrazu.

– Jedenaście lat – mówi do Einara. – Od jedenastu lat kieruje Radą Starszych, a to jest pierwszy list.

– Pisał już wcześniej – odpowiada Einar spokojnym głosem. – Do ojca Ra

Heroes

Her zaman ve her yerde çevrimiçi roman okumak için AlphaNovel'i kullan

Hikayeleri okuyabileceğin, en iyi romantik romanları ve ilgini çekecek alfa kurt aşk kitaplarını bulabileceğin bir dünyaya adım at.

QR codeQR kodu tara ve uygulama indirme sayfasına git