
Zagłada lodowego wilka
- 👁 405
- ⭐ 7.5
- 💬 0
Descriere
Einar od lat uchodzi za najbardziej zimnego i opanowanego człowieka na Północy — doradcę króla, stróża prawa i jedyną osobę, której nie złamał żaden kryzys. Następnie zostaje wysłany na Terytoria Neutralne, aby odzyskać niebezpieczną władczynię Korzenia, zanim niewłaściwi ludzie dotrą do niej pierwsi. Spodziewa się zwykłej misji. To, co znajduje, to Neva: dzika, cięta w języku ocalała z niestabilną, starożytną mocą we krwi, tropicielami na swoim tropie i brakiem jakichkolwiek powodów, by zaufać dworowi, który chce ją schwytać. W chwili, gdy Einar jej dotyka, uderza więź przeznaczonych — szybka, całkowita i niemożliwa do zignorowania. Uwięzieni razem w krainie ruin, pościgu i dawnej magii, zostają zmuszeni do odbycia podróży, której żadne z nich nie chce i od której żadne nie może odejść. Ale Neva nosi w sobie coś więcej niż tylko niebezpieczną moc. Coś w jej krwi jest powiązane z pogrzebanym dziedzictwem starszym niż same wilcze królowe, a ludzie polujący na nią nie ścigają dziewczyny. Ścigają to, co odblokuje jej przetrwanie. Gdy więź między nimi zmienia się z obciążenia w pokusę, kontrola Einara po raz pierwszy od lat zaczyna pękać. W historii zbudowanej na tajemnicach, przetrwaniu i losie, którego żadne z nich nie wybrało, najniebezpieczniejszą rzeczą na Terytoriach może nie być to, co ich goni — ale to, co budzi się, gdy przestają uciekać. Historia Północy ma swój ciąg dalszy w kolejnej powieści: Zima soli i krwi.
Rozdział: 1: Rozdział 1 – Zadanie
List dotarł, zanim dwór się obudził.
Einar znalazł go na biurku, gdy wrócił z muru obronnego, gdzie przebywał od przed świtu, obserwując, jak zorza polarna pojawia się nad linią drzew tak, jak to bywa późną jesienią: z boku, nisko, bez ciepła. Pieczęć należała do Ragnara. Złamał ją, nie siadając.
Jedna strona. W środku złożona mapa – pojedynczy znak na Terytoriach Neutralnych, dwie dni jazdy od północnej granicy. Pod znakiem, oszczędnym pismem Ragnara: Władca Korzeni. Niestabilny. Niewłaściwi ludzie są dwa tygodnie za tobą. Weź, czego potrzebujesz.
Einar przeczytał to dwa razy. Złożył mapę wzdłuż pierwotnych zagięć i położył ją obok listu. Podszedł do okna.
Terytoria. Nie był tam od jedenastu lat – od czasów swoich początkowych działań, zanim zmarł ojciec Ragnara, a dwór wymagał innego rodzaju uwagi. Znał je wystarczająco dobrze. Bezprawna kraina, ruiny starego świata, miejsce, w którym da się przetrwać w taki sposób, w jaki da się przetrwać, gdy alternatywa jest gorsza. Rozważał to zlecenie tak, jak rozważał każdy problem: szukając jego wagi, kształtu, miejsc, w których informacje były skąpe.
Władca Korzeni. Niestabilny.
Podszedł do szafki archiwalnej i wyciągnął odpowiednie teczki, zanim reszta dworu skończyła śniadanie. W północnych aktach odnotowano trzy przypadki niestabilnej ekspresji Korzenia – jeden rozwiązany dzięki bliskości spokrewnionych krewnych, jeden dzięki formalnemu uznaniu linii krwi, a jeden, który pozostał nierozwiązany. Przeczytał wszystkie trzy z taką samą uwagą. Zwrócił uwagę na to, które szczegóły uznano za warte uwzględnienia w aktach, a które nie. Zwrócił uwagę na to, czego w aktach brakowało.
Godzinę później udał się na poszukiwanie Ragnara.
Król przebywał w sali map. Podniósł wzrok, gdy wszedł Einar, i nie wyglądał na zaskoczonego, co oznaczało, że spodziewał się, iż zajmie to mniej niż godzinę, i odpowiednio korygował swoje plany.
– Najpierw przejrzałeś archiwum – powiedział Ragnar.
– Zanim przyszedłem do ciebie. Tak.
Ragnar czekał.
– Ten znak na mapie – powiedział Einar. – Opuszczone gospodarstwo w pobliżu wschodnich ruin.
– Tak.
– Kto ją tam umieścił?
„Nikt jej tam nie umieścił. Przetrwała na Terytoriach przez około trzy lata. Od sześciu tygodni mieliśmy informacje wywiadowcze na temat jej lokalizacji”. Ragnar odwrócił się w stronę okna, splatając dłonie za plecami w pozycji, którą Einar rozpoznał jako oznaczającą: „Zamierzam ci powiedzieć coś, nad czym długo zastanawiałem się, jak to ująć”. „Eira zidentyfikowała linię krwi dzięki Korzeniowi. To nie ona znalazła dziewczynę – to Korzeń ją znalazł”.
Einar zamilkł na chwilę. – Królowa wiedziała o tym jeszcze przed otrzymaniem informacji wywiadowczych.
„O cztery dni wcześniej”.
Zapamiętał to. – I niewłaściwi ludzie.
„Południowa resztka. Nie sieć Veldrica – coś starszego. Od trzech tygodni zbliżają się do jej pozycji”. Ragnar odwrócił się z powrotem. „Masz tyle czasu, ile powiedziałem. Mniej, jeśli się przemieści”.
„Ona się przemieści. Ktoś, kto samotnie przetrwał trzy lata na Terytoriach, nie pozostaje w jednym miejscu, gdy zmienia się sytuacja”. Spojrzał na mapę. „Będzie wiedziała, że nadchodzą, zanim dotrą na miejsce”.
Ragnar nic nie powiedział, co samo w sobie było wyrazem zgody.
– Eskorta – powiedział Einar.
– Twoja decyzja.
Zastanawiał się nad tym przez chwilę. Eskorta byłaby szybsza, łatwiejsza do obrony i zasygnalizowałaby wszystkim obserwującym granicę zaangażowanie północnego dworu. Wymagałaby też od niego opanowania reakcji trzech innych osób na to, co zastałby po przybyciu. – Żadnej eskorty.
Ragnar skinął głową raz. – Jest jeszcze jedna rzecz.
Einar czekał.
– Raport wywiadowczy. Ostatnia strona. – Zrobił pauzę. – Przeczytaj to przed wyjazdem.
Spakował się tak, jak zawsze: praktycznie, bez zbędnych rzeczy. Zapasy na tydzień, podwójne na wszelki wypadek. Zestaw opatrunkowy – wymagał tego północny chłód. Swoja osobista pieczęć korespondencyjna, choć miał nadzieję, że nie będzie musiał jej używać. Drugi płaszcz. Notatki z archiwum, które sporządził, złożone w wewnętrznej kieszeni płaszcza, gdzie pozostaną suche.
Przeczytał ostatnią stronę raportu wywiadowczego przy biurku, zanim zapieczętował teczkę.
Nosiciel jest niestabilny i niebezpieczny. Trzy potwierdzone przypadki niekontrolowanych przejawów zewnętrznych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Jedna czteroosobowa grupa myśliwska – doświadczeni mężczyźni, tropiciele z Terytoriów Neutralnych – nie powróciła z wyprawy. Należy zachować odpowiednią ostrożność.
Przez chwilę wpatrywał się w te słowa.
Następnie złożył kartkę, włożył ją do teczki i zamknął ją w szafce. Wstał. Spojrzał przez okno na charakterystyczne jesienne światło padające na czarny kamień. Pomyślał o czterech doświadczonych tropicielach i o tej mocy, która sprawiła, że nie wrócili.
Wcześniej miał do czynienia z niebezpieczeństwami.
W ciągu dwudziestu lat tej pracy nauczył się też odróżniać sytuacje niebezpieczne od tych, z którymi nie da się sobie poradzić, i zrozumiał, że ocena, która z nich jest która, prawie zawsze zależała od informacji, których nie zawierał wstępny raport.
Podniósł plecak. Udał się do stajni.
Północna droga o tej porze była pusta, a na ziemi, gdzie nie dotarło jeszcze słońce, nadal leżał twardy szron. Jego koń poruszał się dobrze w zimnie – była to rasa północna, wyhodowana właśnie do tego. Einar jechał z charakterystyczną dla siebie oszczędnością ruchów, z wyważonym ciężarem ciała, bez zbędnych korekt. Do granicy miał dwa dni, a potem jeszcze pół dnia do Terytoriów.
Wykorzystał ten czas, by uzupełnić obraz sytuacji.
Była na Terytoriach od trzech lat. Przetrwała. To była pierwsza istotna informacja i nie pozwolił sobie przejść nad nią zbyt szybko: Terytoria nie były wrogie dla przetrwania w taki sposób, w jaki wrogie było pole bitwy, ale były wrogie w sposób, w jaki wrogi był ciągły niedostatek, w sposób, w jaki wrogie było bycie nieznaną nikomu i nieuznawaną przez żadną strukturę instytucjonalną. Trzy lata. Sama. Z niestabilną magią, która najwyraźniej poradziła sobie z czterema mężczyznami, którzy po nią przyszli.
Pomyślał o zapisach archiwalnych. Wyrażenie korzeniowe, niekontrolowane na zewnątrz. Mechanizm ten nie był z natury destrukcyjny – miał charakter ochronny. W zapisie starannie zaznaczono to rozróżnienie. To, co przez nią przepłynęło, przepłynęło, ponieważ ona tego potrzebowała.
Zastanawiał się, kim staje się człowiek, który przez trzy lata przetrwał samotnie na bezprawnym terytorium, dysponując mocą, której nie potrafił kontrolować, i mając do czynienia z ludźmi, którzy go poszukiwali z powodów, których sam nie do końca rozumiał.
Nie miał do czynienia z przerażoną zbiegłą.
Odpowiednio zmienił swoje podejście. Do granicy pozostało mu dwadzieścia mil, a miał cały ten czas, by dopracować swoje podejście.
Wykorzystał każdą z nich.
Rozdział: 2: Rozdział 2 – Terytoria
Granica nie była wytyczona. Nigdy nie była.
O tym, że ją przekroczyłeś, świadczyły inne rzeczy: charakter ciszy, która zmieniała się tak, jak zmienia się atmosfera w pomieszczeniu, gdy opuszcza je ostatnia osoba sprawująca władzę. Brak cichego ciepła run w ziemi pod kopytami jego konia. Specyficzny charakter ruin, różniący się od ruin północnych – nie były to ruiny rzeczy, o które toczono walkę, a następnie utrzymywano je w posiadaniu, ale rzeczy, które po prostu porzucono, gdy zawaliła się struktura, dzięki której były one zrozumiałe. Nikt nie zdobył tej ziemi. Nikt jej nie stracił. Została porzucona i w międzyczasie stała się czymś innym.
Einar uznał to za obraźliwe w taki sam sposób, w jaki uważał za obraźliwy każdy brak struktury: nie emocjonalnie, ale tak, jak uważa się za obraźliwe źle zorganizowane archiwum – jako problem sugerujący brak uwagi gdzieś na wcześniejszym etapie.
Jechał ostrożnie. Nie powoli – ostrożnie, a to była różnica. Odczytywał teren, przem









