Alphanovel

Novelas románticas

Book cover
Actualizado

Skryta namiętność szefa kuchni

  • Género: Romance
  • Autor: Moonquill
  • Capítulos: 73
  • Estado: En curso
  • Clasificación por edades: 18+
  • 👁 827
  • 7.5
  • 💬 0

Anotación

„Twoja technika jest nieskazitelna”, wyszeptał Lucian, przyciskając klatkę piersiową do moich pleców i więżąc mnie przy blacie ze stali nierdzewnej. „Ale chcę wiedzieć, jak smakujesz”. Lucian Veil jest bogiem kulinariów. To bezwzględny właściciel najbardziej elitarnej kuchni w mieście. Jest zimny, niemożliwie wymagający i jest moim najwyższym przełożonym. Zasada numer jeden pracy u Veila? Nie łączysz interesów z przyjemnością. Zasada numer dwa? Na pewno nie pozwalasz aroganckiemu szefowi kuchni zamykać drzwi po godzinach. Przyszłam tu kroić, przygotowywać potrawy i przetrwać w jego brutalnej kuchni. Nie przyszłam tu po to, by stać się jego słodką, brudną tajemnicą. W ciągu dnia krytykuje mój każdy ruch na oczach całej załogi. Nocą, kiedy restauracja pustoszeje, zapędza mnie do chłodni tylko po to, by patrzeć, jak drżę. Spanie z szefem to przepis na katastrofę. Jeśli ktoś się dowie, moja kariera jest skończona. Ale temperatura między nami sięga punktu wrzenia, a Lucian nie jest przyzwyczajony do głodowania. Zamierza pożreć mnie w całości — nawet jeśli oboje spłoniemy.

Rozdział: 1: Rozdział 1 – Obsługa

W kuchni pachnie pieniędzmi i krwią.

Tak pachnie każda kuchnia, w głębi duszy. Odsuń na bok sosy redukcyjne, drogie zioła i ten specyficzny środek czyszczący, którego wszyscy używają – ten, który pachnie jak czyjaś wyobraźnia cytryny – a dotrzesz do sedna sprawy. Ciepło, metal i delikatna miedziana nuta czegoś, co rozkłada się na inne składniki.

Stoję w drzwiach i wdycham to wszystko.

Kuchnia Veila ma czterdzieści stóp długości i jest brutalnie oświetlona. Wszystko ze stali nierdzewnej. Stanowiska rozmieszczone jak podczas operacji wojskowej – bo tak właśnie jest, tak właśnie wygląda każda prawdziwa kuchnia, gdy tylko zrozumiesz, że gotowanie to po prostu kontrolowana przemoc. Kataloguję to tak, jak zawsze kataloguję nową kuchnię. Punkty wejścia. Linie widzenia. Kto gdzie stoi. Gdzie jest władza, a gdzie udaje, że jej nie ma.

Na swoich stanowiskach jest już dziewięciu z nich. Żaden z nich nie podnosi wzroku.

To też jest informacja.

To nie miała być ta praca.

Zlecenie miało dotyczyć „Ardent” — nowej restauracji Moreau otwierającej się w East Quarter, z otwartą kuchnią, korzystającej z produktów prosto z gospodarstw, miejsca, o którym pisze się jeszcze przed otwarciem, bo odpowiedni ludzie już o nim wiedzą. Byłem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Za drugim razem sam Moreau uścisnął mi dłoń i powiedział, że skontaktujemy się, w sposób, który oznaczał „tak”.

Potem jednak nie skontaktowali się. Potem pracę dostał ktoś inny. Okazało się, że ktoś o jaśniejszej karnacji. Ktoś, kogo obecność w otwartej kuchni lepiej pasowałaby do specyficznej klienteli Moreau.

Nie powiedział tego wprost. Nie musiał.

A więc. Veil.

To nie jest nagroda pocieszenia – nie będę tak myśleć, nie pozwolę sobie na to. Veil to najlepsza kuchnia w mieście, a może nawet w całym kraju, a jedynym powodem, dla którego nie przepycham się przez innych, by się tu dostać, jest to, że dostępne stanowisko należy do trzeciego szczebla. Młodszy kreatywny. Co oznacza, że spędzę sześć miesięcy na realizacji pomysłów innych, zanim ktokolwiek pozwoli mi zbliżyć się do moich własnych. Co oznacza, że zrobiłem krok w bok, by uniknąć kroku wstecz.

Wmawiam sobie, że jest różnica.

„Maren”.

Kobieta, która wymawia moje imię, już się porusza, gdy to mówi, z tabletem w jednej ręce, kawą w drugiej, z charakterystycznym krokiem kogoś, kto ma zbyt wiele do zrobienia i ma ci za złe, że jeszcze coś do tego dodajesz. Jest w moim wieku, może młodsza. Ciemne włosy związane tak ciasno, że wygląda to na świadomą decyzję.

– Sofia Reyes. Jestem kierowniczką kuchni. Spóźniłaś się.

„Jestem cztery minuty przed czasem”.

„Cztery minuty przed czasem to tutaj spóźnienie”. Mówi to bez złośliwości. Po prostu stwierdza fakt. „Chodź”.

Szybko mnie wprowadza w sytuację – stanowiska, protokół, hierarchię, o której się nie mówi, ale która jest absolutna. Szefem kuchni jest Renaud. Wymienia jego imię tak, jak ludzie mówią o pogodzie. Ani dobrze, ani źle. Po prostu: stan, z którym trzeba się pogodzić.

„Gdzie on jest?”

„W kuchni przygotowawczej. Spotkasz się z nim o jedenastej”. Pauza, która nie do końca jest pauzą. „Nie chciał kolejnego młodszego kreatywnego”.

„A czego chciał?”

„Więcej miejsca”. Prawie się uśmiecha. „To twoje stanowisko”.

Moje stanowisko znajduje się na zimnym końcu. W porządku. Spodziewałam się tego. Stanowisko jest czyste i dobrze oświetlone, ma wszystko, czego potrzebuję, i nic, o co nie prosiłam. Przesuwam dłońmi po krawędzi blatu – robię to, zawsze tak robiłam, czując w dłoniach ciężar nowego miejsca. Marmur. Zimny. Solidny.

Dam sobie z tym radę.

Wciąż się orientuję, wciąż tworzę w głowie mapę pomieszczenia, kiedy to czuję. To specyficzne uczucie bycia obserwowanym. Nie rzucanego spojrzenia – obserwowania. Trwałego. Takiego, za którym kryje się intencja.

Podnoszę wzrok.

Renaud nie jest przy stanowisku numer jedenaście. Renaud stoi teraz na drugim końcu kuchni z założonymi rękami, obserwując, jak dotykam blatu, jakbym zrobiła coś, na co jeszcze nie wyraził zgody. Ma może pięćdziesiąt lat. Budowa ciała wskazuje, że kiedyś był sportowcem i wciąż jest zły, że to już przeszłość. Jego bielizna kuchenna jest idealna. Jego wyraz twarzy – nie.

Wstrzymuję jego spojrzenie, licząc do trzech. Potem wracam na swoje stanowisko.

Za plecami słyszę, jak mówi coś po francusku – cicho i szybko – do stojącego najbliżej niego kucharza. Rozumiem może połowę. Wystarczająco dużo, by wiedzieć, że to nie był komplement.

Wystarczy, bym wiedział, na czym stoimy.

Obsługa w „Veil” przebiega jak kontrolowana sytuacja kryzysowa. A tak właśnie wygląda prawdziwa obsługa — pozory nieuchronności nad rzeczywistością ciągłego, niemal katastrofalnego chaosu. Szybko odnajduję równowagę. Zawsze szybko odnajduję równowagę. To właśnie potrafię robić najlepiej: odczytywać rytm kuchni i dostosowywać się do niego, tak jak dostosowuje się oddech do oddechu innej osoby w ciemnym pokoju.

Przez pierwsze dwie godziny Renaud mnie obserwuje. Czuję to jak ciepło na plecach.

W trzeciej godzinie zajmuje się już innymi problemami. Ludzie przestają cię obserwować, gdy udowodnisz, że nie będziesz dla nich problemem.

To Marco się do mnie odzywa. Pojawia się przy moim lewym łokciu gdzieś w trakcie drugiej fali zamówień, niewielki i zwinny, z twarzą zbyt wyrazistą jak na pracę w kuchni, i mówi bez wstępów: „Jesteś nowym”.

„Tak”.

„Jestem Marco. Pracuję tu od ośmiu miesięcy, co czyni mnie twoim starszym stażem, jeśli chodzi o przetrwanie, ale nie w żadnym innym sensie”. Mówi to miłym tonem. „Czym się zajmowałeś wcześniej?”

„W Lacroix. A wcześniej w Holt’s”.

Chwila ciszy. Ocenia mnie na nowo na bieżąco – dosłownie widzę, jak to robi. – „Holt’s” zamknął działalność.

„Tak”.

„Z powodu…”

„Tak”.

„W porządku”. Kiwa głową raz, zapamiętując to. „Renaud przeprowadzi z tobą test za około…” sprawdza przepustkę, liczy bilety… „czterdzieści minut. Kiedy to zrobi, nie przepraszaj za nic. On traktuje przeprosiny jako przyznanie się do winy”.

„Nie miałam zamiaru przepraszać”.

„Większość ludzi nie ma takiego zamiaru”. Bez zbędnych ceregieli wraca na swoje stanowisko. Jak na pożegnanie, jest to zrobione z klasą.

Test Renauda zaczyna się za trzydzieści pięć minut, a nie za czterdzieści. Modyfikacja biletu – subtelna, wiarygodna, taka zmiana, która może być autentyczna, ale może też być pułapką. Wychwytuję ją. Prawidłowo wykonuję oryginalne zadanie. Nic nie mówię.

Potem podchodzi do mojego stanowiska. Patrzy na tablicę. Patrzy na mnie.

„Holta” – mówi.

„Tak”.

– Nowa firma Moreau’a – byłeś na rozmowie kwalifikacyjnej.

To nie jest pytanie. Branża jest mała. „Tak”.

„Nie dostałeś tej pracy”.

„Nie”.

Wydaje z siebie jakiś dźwięk. Nie do końca śmiech. „Witaj w Veil” – mówi, jakby to miało jakieś inne znaczenie. Potem znika, wraca do przejścia, a cokolwiek o mnie pomyślał, zachowuje to dla siebie.

Później dowiaduję się, że to niezwykłe. Później dowiaduję się, że większość ludzi nie dostaje nawet tyle.

Pod koniec zmiany znam kuchnię tak, jak muszę ją znać. Nie dobrze – kuchni nie da się poznać w jeden dzień. Ale wystarczająco. Linie widoczności. Punkty newralgiczne. Kto kryje kogo, a kto pozwala komu zawieść. Miejsca, w których rytm się załamuje i dlaczego.

Sprzątam swoje stanowisko, kiedy znów pojawia się Sofia. „Pierwszy dzień”.

„Pierwszy dzień”.

„Jak się czujesz?”

Zastanawiam się, czy skłamać. Decyduję się tego nie robić. „Jakbym była dokładnie tam, gdzie powinnam, wykonując dokładnie niewłaściwą pracę”.

Patrzy na mnie przez chwilę. W jej wyrazie twarzy pojawia się coś, czego nie pozwala się ujawnić. „Wyspać się trochę” – mówi. „Jutro będzie trudniej”.

Odchodzi. Wokół mnie kuchnia pustoszeje. Jeszcze raz spoglądam na pomieszczenie – światła wciąż się świecą, powierzchnie lśnią, panuje ta szczególna cisza kuchni po zakończeniu zmiany, która jest najgłośniejszą ciszą, jaką znam.

Podnoszę etui na noże. Odwracam się w stronę drzwi.

On stoi w kuchni.

Wysoki. W ciemnym płaszczu. Nie ma na sobie białego fartucha – nie przyszedł tu gotować. Obserwuje mnie tak samo, jak Renaud obserwował mnie dziś rano, ale to nie jest to samo spojrzenie. Renaud oceniał mnie. To jest coś innego. Coś, na co nie mam jeszcze słowa.

Nie powinno go tu dzisiaj być. Wszyscy tak mówili. Wszyscy o tym wspominali, osobno, spontanicznie, tak jak ludzie wspominają o rzeczach, które są dla nich ważne: pan Veil jest w tym tygodniu w Paryżu.

Nie ma go w Paryżu.

O dziewiątej czterdzieści siedem wieczorem stoi w swojej kuchni, wciąż w płaszczu, patrząc na mnie tak, jakby przyszedł tu specjalnie po to.

Nie odwracam wzroku. On też nie.

Potem mijam go, przechodzę przez drzwi i wychodzę na zimno.

Moje ręce są pewne. Sprawdzam.

Zawsze są pewne. To nigdy nie było problemem.

Rozdział: 2: Rozdział 2 – Degustacja

Wiadomość nadeszła o szóstej czterdzieści trzy rano.

Nie jest to połączenie. To SMS z numeru, którego nie mam zapisane, co oznacza, że ktoś podał go dalej bez pytania mnie o zgodę. Cztery słowa: Kuchnia. O ósmej. Przyjdź.

Wpatruję się w niego tak długo, że moja kawa stygnie.

Potem się ubieram.

Kiedy przychodzę, on już tam jest. Tym razem bez płaszcza — w koszuli z podwójnie podwiniętymi rękawami, schludnie. Stoi przy wyspie kuchennej z dłońmi płasko opartymi na blacie i czyta coś na tablecie, nie podnosząc wzroku, gdy wchodzę.

Kuchnia jest pusta. Nie ma Sofii, nie ma Marco, nie ma Renauda. Tylko światło, wciąż blade jak o poranku, wpadające przez wysokie okna, i zapach przestrzeni pogrążonej w spokoju. Kuchnia przed rozpoczęciem pracy to zupełnie inne miejsce. Cichsze. Bardziej szczere w tym, czym jest.

Zatrzymuję się kilka stóp dalej i czekam.

Kończy czytać. Odkłada tablet. Patrzy na mnie.

– Ugotuj coś – mówi.

Czekam na resztę.

Heroes

Usa AlphaNovel para leer novelas en línea en cualquier momento y en cualquier lugar

Entra en un mundo donde podrás leer historias y descubrir las mejores novelas románticas y de hombres lobo alfa que merecen tu atención.

QR codeEscanea el código QR y ve a la aplicación de descargas